chirurg sie wq...ł i w końcu walnął narzędziami

5
duży materiał w Wybiórczej. Prof. Dawid Murawa rzucił pracę w zielonogórskim szpitalu. W mieście huczy, że wykończyła go współpraca z prezesem szpitala, byłym policjantem i fatalne zarządzanie lecznicą. - Kiedy wchodziliśmy na blok operacyjny, modliliśmy się, żeby niczego nie zabrakło, żebyśmy mogli skończyć operację - opowiadają lekarze. Murawa operuje pacjenta trzecią godzinę, nagle wysłużony stół zjeżdża 15 centymetrów w dół. Opada kilka razy. Zespół decyduje się obniżyć go maksymalnie. - Profesor ma 195 cm wzrostu, musiał się tak schylić, że skończył operować na kolanach - opowiada pielęgniarka. O tym, że stoły są w złym stanie mówiło się od miesięcy, ale zamiast kupić nowe, ciągle naprawiano stare. Murawa operował nawet na łóżku transportowym. - Chciał skrócić kolejki - mówi pielęgniarka. Inny przypadek: w czwartej godzinie operacji przełyku przestaje działać laparoskop. Od dawna był w fatalnym stanie, ale nie kupiono nowego. Zabieg miał być małoinwazyjny, ale trzeba wykonać go klasyczną metodą. Torakochirurg, który operuje z Murawą w duecie, musi rozcinać całą klatkę piersiową, żeby zakończyć zabieg. - Praca chirurga w tym szpitalu jest jak granie w rosyjską ruletkę. Trzeba się liczyć z tym, że może zabraknąć wszystkiego. Kiedy wchodziliśmy na blok, modliliśmy się, żeby móc skończyć operację - mówi prof. Paweł Jarmużek, neurochirurg. Wylicza, że brakowało podstawowych rzeczy, choćby rękawiczek, płynu do transfuzji. - Albo jednorazowych końcówek do sprzętu, bez których nie przeprowadzisz operacji - opowiada. Lekarze sprawy do tej pory nie chcieli upubliczniać. - Byliśmy w klinczu. Nie chcieliśmy robić medialnego szumu, straszyć pacjentów, którzy wystarczająco boją się samej operacji - mówi prof. Jarmużek. Zdanie zmienił pod odejściu Murawy. - Sytuacja szpitala jest fatalna, odchodzi gwiazda polskiej chirurgii, tylko dlatego, że prezes nie potrafi ogarnąć zarządzania szpitalem. Po Murawie odejdą inni lekarze - ostrzega. My doliczamy się co najmniej sześciu, którzy odejście planują. 13.07.2022 Zielona Góra. Nowatorska operacja chorej w zaawansowanym stadium raka szyjki macicy, chirurdzy musieli wyciąć płat mięśni i skory, na które naciekał guz i wstawić płat sztucznie wyhodowanej biologicznej siatki świńskiej 13.07.2022 Zielona Góra. Nowatorska operacja chorej w zaawansowanym stadium raka szyjki macicy, chirurdzy musieli wyciąć płat mięśni i skory, na które naciekał guz i wstawić płat sztucznie wyhodowanej biologicznej siatki świńskiej Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl Chirurg robi zbiórkę na Siepomaga, żeby móc operować kolejnych chorych Nasi rozmówcy proszą o anonimowość. - Nie wiemy jak długo, ale na razie pracujemy w szpitalu, a tu nie można mieć swojego zdania, zwłaszcza innego niż prezes - generał - tłumaczą. - Niech pani sprawdzi, USG śródoperacyjne też jest na wykończeniu, nikogo to nie obchodzi. Dopóki ktoś nie umrze, nie wejdzie prokurator - ostrzegają ci, z którymi rozmawiam. Szpitalem Uniwersyteckim w Zielonej Górze od 2017 roku rządzi generał Marek Działoszyński, były komendant główny policji. Pracę zaczynał w 1985 roku od patroli w milicji w Międzyrzeczu, ale drzwi kariery otworzyła mu praca w Biurze Spraw Wewnętrznych [policji w policji - red.]. Działoszyński zaczął tropić skorumpowanych policjantów, ale przy okazji złamał kilka życiorysów, oskarżając uczciwych policjantów, którzy zostali uniewinnieni przez sądy. - Nie znam śledztwa, które pokazało, że działaliśmy bezprawnie - mówił "Wyborczej" Działoszyński. Otarł się także o politykę. W wyborach do Sejmu w 2015 r. otwierał listę PSL w okręgu łódzkim, ale nie uzyskał mandatu. Lokalni ludowcy sprzeciwili się, gdy dostał angaż w szpitalu bez konkursu. Działoszyński tłumaczył, że wcześniej działał w radach społecznych dwóch szpitali, w młodości studiował medycynę. - Nie jest ważne, czy zarządzam szpitalem, czy całą polską policją. Ludzie, którzy zarządzają, nie mają problemów z wchodzeniem do nowej branży - tłumaczył na łamach "Wyborczej". - Nie sądzę by kiedykolwiek rozumiał lekarzy. Jest zasadniczy, nie prowadzi dialogu. Odprawy z lekarzami są krótkie, rekordowa trwała zaledwie osiem minut - mówi prof. Jarmużek. Skąd wziął się w Zielonej Górze Dawid Murawa? Wiosna 2019 r. Dawid Murawa, chirurg onkolog obejmuje klinikę chirurgii onkologicznej w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze. Jest jednym z kilkunastu specjalistów, którzy przyjeżdżają do Zielonej Góry tworzyć nowy kierunek medyczny. Uznany, z europejskim dorobkiem chirurg, wykonuje wiele pionierskich operacji w Polsce. Decyduje się przyjąć ofertę zacofanego szpitala, ale stawia warunki: lecznica wyposaży go w sprzęt, wyremontuje oddział. Działoszyński kieruje wówczas szpitalem drugi rok. Na bloku operacyjnym brakuje podstawowych narzędzi, nie ma haków do otwierania klatki piersiowej. Kobietom z guzami piersi proponuje się najczęściej mastektomię zamiast leczenia oszczędzającego. By chirurg w czasie operacji mógł znaleźć guz, w pierś wbija się drut. W kartonie od roku leży Sophia 3D, aparat USG do screeningu dużych piersi. Nikt nie umie wykorzystać rządowego prezentu, Murawa przez dwa lata prosi szpital, by połączono go z mammografem. Lekarze do dziś żalą się, że na bloku często brakuje prozaicznych materiałów - nici, igieł, ale także implantów czy końcówek do nowatorskiego sprzętu. Sytuację na oddziale chirurgii próbuje ratować pacjencka fundacja CHOP. Rodziny chorych założyły ją, by wspierać prof. Murawę, kupować nowatorski sprzęt. Dzięki temu w szpitalu mogą odbyć się pionierskie, nie tylko w skali kraju, zabiegi. Murawa może pomóc chorym, którym leczenia w kraju już odmówiono. Przykład: prof. Murawa 12 godzin operował 45-letniego mieszkańca Poznania, u którego pierwotny guz, mięsak zlokalizowany w okolicach jelita grubego, licznie się rozsiał. By usunąć wszystkie ogniska, lekarze musieli wykonać tytaniczną pracę. Wycięli większe zmiany w wątrobie, część jelita grubego, cienkiego, pęcherza, część krocza, a potem do jamy brzucha wprowadzono chemię, stosując chemioterapię dootrzewnową w wysokiej temperaturze HIPEC. Część wątroby usunięto z użyciem systemu Coolingbis, który minimalizuje silne krwawienie. Żadnego z użytych sprzętów nie kupował Murawie szpital. - Gdyby nie fundacja, lubuska marszałek, Murawa wyniósłby się po roku z Zielonej Góry. To co oferował prezes, to powiatowe standardy. Ale może o to chodziło, żeby leczyć przepukliny, bo na nich się zarabia? - oceniają lekarze. Fundacja nie tylko kupuje drogi sprzęt, ale pomaga go utrzymać. Opłaca nowatorskie materiały np. płaty świńskiej skóry, biologiczne siatki, niezbędne, by rany lepiej się goiły. Latem na stronie Siepomaga.pl twórcy fundacji alarmują: "uratujmy kolejnych chorych na raka", bo trzeba kupić końcówki do aparatu Coolingbis. - Czy coś więcej można powiedzieć o tym szpitalu, jeśli jeden z lepszych chirurgów w Polsce robi zbiórkę, żeby operować? - pytają lekarze. Szpital w odpowiedzi dla "Wyborczej" zapewnia, że ma podpisaną umowę na dostarczanie końcówek do systemu Coolingbis, ale nie wyjaśnia, dlaczego brakuje ich na bloku. Zbiórka pacjenckiej fundacji, by prof. Dawid Murawa mógł operować kolejnych chorych na raka. Zbiórka pacjenckiej fundacji, by prof. Dawid Murawa mógł operować kolejnych chorych na raka. Fot. Strona Siepomaga.pl Szpital rozbraja bombę. Robi konferencję i żegna Murawę, ale bez kwiatów Murawa rzuca papierami w poniedziałek 30 września, dzień przed swoimi 49 urodzinami. Informuje zespół, że pracuje tylko do końca roku, potem wraca do rodzinnego Poznania. Dla współpracowników to szok. - Owszem kilka razy groził, że wyjedzie, ale wkurzenie mu mijało - mówi pielęgniarka. Krytycznie było np. latem 2022 roku, gdy
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 5 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.